dawno widziałem ten film. Dzięki pewnej osobie z resztą. Zrobił na mnie wrażenie, nie powiem. Chociaż nie wiem czy mi się podobał. Dzisiaj przypadkowo przeglądałem yotube i znalazłem coś takiego..
Piosenka Kaczmarskiego chyba z fragmentami filmu w tle.. hm..

Na tym filmie byłem jakiś czas temu. Jakby powiedzieć miałem wtedy lekkiego doła, więc postanowiłem wybrać się na film dla dzieci. No i po tym filmie też miałem doła, chociaż może trochę mniejszego.

Film zasadniczo jest smutny, zwłaszcza w pierwszej części. Jest to historia emeryta, który po śmierci żony postanawia zrealizować jej największe marzenie, czyli podróż do tropikalnej dżungli wykorzystując do tego własny dom oraz dużą ilość baloników. Gdy dotrze na miejsce będzie musiał walczyć z..

no dobra, sami obejżyjcie. Schrek to nie jest, ale kilka ładnych scen się znajdzie.

Może fragment który ktoś wrzucił na youtube

Nie wiedzieć czemu czytam ostatnio książki z gatunku pamiętników, wspomnień, dzienników i tym podobne. Nie ma w tym jakiegoś głębszego namysłu, chociaż może.

Książka Dehnela również można do tej kategorii zaliczyć, chociaż jest to o tyle nie typowe, że dotyczą historii opowiadanych przez jego babcię, napisane nie jako “w zastępstwie”, ponieważ sama zainteresowana ukończonej książki nigdy nie widziała, a nawet jeśli to już nie była w stanie jej zrozumieć. A życie miała wyjątkowo barwne, podobnie jak rodzinę z resztą, o czym może świadczyć fakt że do czwartego roku życia nikomu nie przyszło do głowy nadać jej imienia – zamiast tego krewni wołali na nią ‘lala’.

Stylem przypomina to trochę eseje Cherberta.
W każdym razie, warto przeczytać.

Wspomnienia autora w dość ciekawej formie opisane jako krótkie opowiadania opisujące zarówno wykonane jak i nie wykonane przez niego fotografie. Jeśli ktoś lubi to warto, chociaż nie wiedzieć czemu książka wylądowała w taniej książce na koszykowej…

I jeszcze raz Francja, cały czas wiek dziewietnasty. Przybysz z prowincji robi karierę w Paryżu jako dziennikarz w podrzędnej gazecie. Jednocześnie dzięki miłej powierzchowności i odrobinie sprytu uwodzi kolejne kobiety, dzięki czemu może wspinać się po kolejnych szczeblach kariery.
Nic szczególnego, ale czyta się dobrze.

I znowu Francja, tym razem w dziewietnastym. Wokulski, bohater “Lalki” Bolesława Prusa, odwiedzając Paryż zdał sobie sprawę że jego sklep w porównaniu do sklepów paryskich jest jak ubogi krewny. Ciekawe co by powiedział odwiedzając magazyn Wszystko dla Pań który przypomina skrzyżowanie galerii handlowej z supermarketem.

Jeśli chodzi o fabułę to książka Emila Zoli przypomina “Lalkę”, ale na opak. Tym razem to mężczyzna to ten niedobry zły kapitalista wykorzystujący do cna pracowników, zaś kobieta to niewinna dziewoja z prowincji która musi wyżywić dwójkę rodzeństwa. Sam wątek miłosny nie jest może, ciekawe jest spojrzenie od góry – właściciel sklepu i od dołu – ze strony pracownika na rozwijający się kapitalizm.

Octave Moruet, właściciel tego przybytku wpadł na kilka genialnych pomysłów – wypłata uzależniona od wyników sprzedaży, niska marża na produktach i duży obrót kapitału umożliwia mu zwycięstwo na rynku. Zastanawialiście się czasami dlaczego żeby kupić najpotrzebniejsze rzeczy trzeba przejść przez cały sklep? Albo dlaczego w supermarketach co jakiś czas zmieniają rozstaw regałów? Te metody są znane już od stu lat co najmniej..

Mouret nie waha się również wykorzystywać kobiety by zdobyć kontakty ich ustosunkowanymi byłymi kochankami. Typ niezbyt sympatyczny. W odróżnieniu od XIX wiecznej Polski Mouret dzięki inteligencji i pieniądzom zdobywa uznanie towarzystwa, a jedyna nieprzyjemność którą może go spotkać to miłosny zawód.

No a Wokulski miał przegwizdane, bo Łęcka nie chciała oddać mu się.. smutne w sumie.

Trudno opisać tą książkę. To dzienniki pobytu autora we Francji w okresie okupacji niemieckiej od 1940 do 1945, gdzie zajmował się opieką nad polskimi robotnikami.

Najłatwiejszy i najbardziej przystępna jest pierwsza część, gdy Bobkowski opisuje swoją podróż przez całą Francję na rowerze po ogłoszenie kapitulacji. Dalsza cześć jest nieco bardziej skomplikowana, zwłaszcza gdy autor pogrąża się w filozoficznych rozważaniach.

To, co najlepsze w tej książce to opisy i charakterystyka – zarówno polskiej emigracji jak i francuzów. Bobkowski nie oszczędza ani jednych i drugich, oskarżając mieszkańców Francji o megalomanie połączoną lenistwem, zaś Polaków – zwłaszcza ‘elyty’ polonocentryzm powodujący że nie są wstanie zrozumieć otaczającej ich rzeczywistości, a zwłaszcza polityki ponieważ ‘Polska usiadła im na głowach’.

Jednak najbardziej uderzająca jest różnica pomiędzy “okupacją” Francji, a okupacją Polski. Francuzji, przynajmniej ich władzę zdecydowały się na kolaboracje z Niemcami, przez co u nich okres wojny przypomina właściwie sielankę. Co prawda brakuje żywności – co dla mieszkańców tego kraju wydaje się najważniejsze, ale nie ma mowy o masowych łapankach i egzekucjach i wszystkich innych zabawach które urządzali sobie Niemcy w trakcie wojny w Polsce.

Z drugiej strony książka ta pozwoliła mi pojąć dlaczego tak nie wiele osób w Europie zna naszą historię,
i dostrzec kilka spraw w znacznie szerszej perspektywie. Chociaż do Gwatemali tak jak autor raczej nie pojadę, żyjemy jednak na szczęście w trochę normalniejszych czasach. Chociaż nie wiele się tak właściwie zmieniło.

Cytat o stosunku francuzów i samego autora do komunizmu, choć nie tylko…

Bo muszą – psiekrwie w coś wierzyć. A jak się w nic nie wierzy to mówi, że “będzie lepiej” i że “nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło”. A jak nie będzie lepiej? A jeżeli jest odwrotnie i nie ma tego dobrego, co by nie wyszło na gorsze? Jak na przykład rum. To co? To mam się wieszać albo truć tym gazem a volonte? A słońce to pies? A zielone drzewo to takie nic? A mruczący kot na kolonach, to nie warte życia? Koniecznie wiara, co? Wierzę w koty i w rum, i w słońce, i w zielone drzewa, i w wolność.

DSCF7311

W tym roku udało mi się dotrzeć na dni komunikacji miejskiej, a właściwie na część tej imprezy odbywającej się na Dworcu Zachodnim.
Nie jestem jakimś fanatykiem kolei ale trzeba przyznać że same maszyny robią wrażenie. Żeby jeszcze takich składów jeździło po po naszym pięknym kraju trochę więcej…

(więcej…)

co prawda prawie robi wielką różnicę ale.. od kilku dni jestem szczęśliwym posiadaczem Windows Vista..
i cóż.. fakt.. czasami troszeczkę muli.. i to mimo że komputer jest chyba z osiem razy mocniejszy niż poprzedni.. można powiedzieć że nadaje się do użytku. Co prawda brakuje mi wirtualnych pulpitów, ale kilka rozwiązań, dane na innej partycji, w miarę działające narzędzia wyszukiwania.. można powiedzieć że panowie z MS prawie dogonili pingwina. W sumie dobre rozwiązanie jeśli sprzęt ma służyć tylko do pracy a nie dla zabawy*.
Tylko to plastikowe aero.. ech…

* przez zabawę mam na myśli naukę pisania stron internetowych, między innymi…

Napój, który z winem zbyt wiele wspólnego nie ma.. zapewne z truskawkami też nie ale jest ulubionym trunkiem mieszkańców mieściny położonej w Beskidzie Niskim do której trafia Andrzej, główny bohater filmu zrealizowanego na podstawie opowiadań Andrzeja Stasiuka.

Czas w tym miasteczku zatrzymał się mniej więcej dwadzieścia lat wcześniej gdy zlikwidowane zostały PGRy, w związku z czym jego mieszkańcy nie mają zbyt dużo do roboty, rzecz jasna poza degustacją taniego wina. Bohater policjant, grany przez Jiríego Machácka ucieka tam przed tragedią która go spotkała. Poznaje jego mieszkańców, w tym atraktycjną Słowaczkę Lubicę (nazwisko znaczące?), Janka – granego przez Macieja Sthura wiecznie pijanego traktorzystę i masę innych dość oryginalnych postaci : komendanta mili.. hm.. policji, księdza, lokalnego “biznesmena” który dorobił się kopiąc rowy w Ameryce.

Akcji w tym filmie za dużo się nie należy spodziewać, co prawda zdarzają się tam zdrady, morderstwa, na scenie pojawiają się od czasu do czasu również duchy, jednak wiele wątków jest nie rozwiniętych (nawet wątek głównego bohatera) lub całkowicie urwanych. W sumie najważniejszy jest klimat tego filmu (mieszanina dramatu, komedii, filmu o miłości, kryminału).

Duże wrażenie robi muzyka, skomponowana przez Michała Lorenca, choć na początku – może to wina kina w którym byłem – dźwięk jest lekko spartolony – prawie nie da się zrozumieć kwestii postaci.

Jeśli komuś podobały się takie filmy jak “Rezerwat” czy “Zmórz oczy” nie powinien wyjść z kina rozczarowany, tym nie mniej nie jest to chyba film dla wszystkich..

Następna strona »